We wtorek etapem z El Alamein do oazy Baharija niedaleko miejscowości Tibniya rozpocznie się trzecia odsłona batalii o Puchar Świata FIM, w której zaciętą walkę toczą Rafał Sonik i Mohamed Abu-Issa. Choć Polak i Katarczyk w klasyfikacji generalnej mają tyle samo punktów, a Rajd Faraonów wyznaczy półmetek sezonu, obrońca trofeum uważa, że nie będzie to decydująca rozgrywka.
– Walka o zwycięstwo w sezonie rozegra się gdzieś pomiędzy Sardynią i Chile – twierdzi.
Tegoroczny Rajd Egiptu to 2300 km tras w tym 1600 km odcinków specjalnych, podzielonych na pięć etapów. Trzy z nich stanowić będą pętle ze startem i metą w tym samym miejscu – oazie Baharija w samym sercu Sahary. Meta będzie zlokalizowana tradycyjnie pod piramidami w Gizie. W klasie quadów ponownie dojdzie do pojedynku Rafała Sonika i Mohameda Abu-Issy.
- Moje doświadczenie z poprzednich startów w Egipcie raczej nie będzie decydujące. Mohamed dwukrotnie startował już w Dakarze i choć ostatnio nie dojechał, w poprzedniej edycji był czwarty. Jego poziom doświadczenia i przygotowania jest bardzo wysoki. To będzie równie zacięta walka jak w Abu Zabi, czy Katarze. Co prawda nawigacyjnie nie będzie to tak skomplikowany rajd, jak ostatnia runda Pucharu Świata, ale dzięki temu nie będzie można się schować za czyimiś plecami. Trzeba będzie walczyć o każdy fragment trasy – komentuje zawodnik Orlen Team.