Pechowa sytuacja na odcinku testowym zakończona dachowaniem uniemożliwiła skuteczną rywalizację załodze Tiger Rally Team w pierwszym dniu Rajdu Nadwiślańskiego. W niedzielę było czysto i bez przygód – Tomek Kasperczyk i Damian Syty szybko odnaleźli dobre i konkurencyjne tempo, którym przemieszczali się po oesach. Notowali czwarte, piąte i szóste czasy przejazdów.
Rajd Nadwiślański był niezwykle emocjonujący dla załogi Tomka Kasperczyka i Damiana Sytego. Podczas przejazdu sobotniego odcinka testowego Fiesta R5 opuściła drogę i dachowała. Na likwidację uszkodzeń serwis miał zaledwie półtorej godziny. Zadziałał błyskawicznie i wydawało się, że na tym skończą się przygody załogi Tiger Rally Team. Niestety, na 13-tym kilometrze OS Wilków 1, współpracy odmówił kolektor wydechowy. Załoga powróciła do rywalizacji dopiero w niedzielę w systemie Rally2. Tomek z Damianem od pierwszego odcinka trzymali dobre i konkurencyjne tempo notując czwarte, piąte i szóste czasy przejazdów. Widowiskowy PowerStage w centrum Puław również ukończyli na wysokim miejscu.
Tomasz Kasperczyk: To były dwa bardzo emocjonujące dni. Do rajdu byliśmy solidnie przygotowani, wykonaliśmy sporo pracy na treningach. Niestety, błąd na mokrej nawierzchni odcinka testowego sporo nas kosztował. Wizyta poza drogą zakończyła się dachowaniem. Serwis robił co mógł, aby przygotować auto do startu w rajdzie, półtorej godziny to niestety w takich okolicznościach bardzo mało. Na trzynastym kilometrze pierwszego oesu awarii uległ kolektor wydechowy, z silnika zaczął się wydobywać ogień, musieliśmy się zatrzymać i użyć gaśnicy. Na oesy wróciliśmy dzień później. Warunki panujące na trasie w niedzielę nie były łatwe, poznaliśmy prawdziwy smak rajdowania. Było mokro, sporo naniesionego brudu, więc trudno było się utrzymać na linii drogi. Mimo ciężkiego pierwszego dnia szybko odnaleźliśmy tempo. Jestem bardzo zadowolony z czasów osiąganych na poszczególnych oesach. Teraz pozostaje już czekanie na Rajd Dolnośląski.